1999
,, NIC JUŻ NIE CHCĘ’’
w przeciągu jednej minuty świat nieco
się zmienił
Tylko na moment
Jak światło odbite
Uczucia istnieją
Nikt ich już nie chce
a ja wręcz potrzebuje
Ginę w tym świecie
Załamię
I nikt mnie też nie kopnie
Pozwoli mi zdechnąć
A ja nie lubię błota
2
Nie można objąć rozumem
Nie wierzyć w intuicję
uwierzyć
zwątpić
powątpiewać
realia
zabijać się pomału
ładnie wyglądać
odejść gdy będzie cicho.
3
niebo, przykrywą chłodu
Umierać, na zawsze
Nie wrócić do słoika
niech płaczą
niech giną
niech cierpią
brutalność
Tylko nie skwarki na śniadanie
4
obiecałam, kłamałam
byłam zażenowana
bo nie jestem odważna
chciałam powiedzieć
zabrakło mi tupetu
nie lubię śmieszności trochę samotności
Znam siebie
Wcale
Odbębnię rytuał życia
Nie spotkam nikogo
Zabraknie mi czasu
Paranoja
Wcale
W ogóle
5
20: 45
nie przemilczę, bo chcę krzyczeć
Przemilczę , bo głupio wyjdzie
Kreuję na inną osobę
Poprawiam wizerunek , by ulec słabościom
Naiwne karty
Brak mi słów
Nie oddam się zapomnieniu
bo i tak dopadnie mnie rzeczywistość
Nie mogę nic nie robić
Muszę być godna
nie do końca
Zawsze
6 ,, Nie znam”
Znów zaistniałeś
Tylko na chwilę
która była całym czasem
Znów poznałam Twe pocałunki
Ale dzisiaj jesteś jakiś inny
Znów dowiaduję się zbyt późno
Nie powiedziałeś
Wiesz każda kobieta ma prawo
Ty też je masz
Kłamiąc pozbawiasz serca
Ono bije po cichutku
Żebyś ty wiedział
Tu nie chodzi o krzyk
Sprawa zapoczątkowała wcześniej
Oplotła nerwy
Rozłupuje myślenie
Czekanie to etap
Jestem tu, żeby wypełnić Twój wolny czas
Cokolwiek zrobisz będziesz żałować
Odrobina jakkolwiek dobrego gestu
poczuję się lepiej
Coś wspólnie trwałego
nie będzie wieczne tylko
będzie bardziej trwałe
Nie próbuj rozumieć
7.
Jestem coraz bliżej doskonałości
zbliżam się, nadchodzę
Ciekawe co będzie , gdy posiądę prawdę
Przecież nic się nie zmieni
Może dostępując tajemnicy
...?
Może o to chodzi
Wchodzisz na podest
Otrzymujesz różowe okulary
Pewny etap się wtedy zamknie
Będę szczęśliwa
To chyba tylko przypuszczenie
Inni powiedzą, że nie mam prawa.
8
Taka moja dusza
Taki mój charakter
Czy jestem głupia?
Nie uciekam dla zabawy
Drapię ze wszystkich stron
Nie uciekam z konieczności
uciekam od twojego zrozumienia
nie umiem go wytłumaczyć
jesteś potężnym wykładowcą,
ale to mnie tylko pogrąża
nie, nie chcę uciekać
nie, też nie chcę
daj mi gitarę, albo ześlij gitarę
zaśpiewam.
będziesz musiał zamknąć niebo,
bo wtedy Anioły zatopią nas
goryczą, smutkiem, chyba współczuciem
9,, puk”
Znowu pozwoliłeś
Chociaż serce z niemocy
Skrzeczało
Jak tak zawsze będę
Nie, ja tylko lekko
Wykorzystuję twoją bezsilność
Tak nie można!
To przecież brak stanowczości.
Nie to chęć stworzenia ci
przyjemnej atmosfery
To dusza się nie raduje?
Dlaczego?
Zaraziłam Cię współczuciem?
Chciałam ubarwić
nie chciałam zmieniać
10
Impuls
Impulsem
dalej
razem
pomóż
kochaj
rozum
zastanów się
nad niewykonaniem
siedź
pij
kochaj
płacz
jesteś niezwykły
wiesz o tym
11.
patrząc na ciebie
widzę chwilę
Biegnę, ale za chwilę nic się nie stanie
Płaczę, by zgasnąć
nie pytam nawet
nuda jest zaplanowana
z całą pewnością zorganizowana
nie chcę światła
bo wiesz o nim wiele
nie chcę słów
zapomnę
wspomnienia torują przyszłość
oparcie
możesz znaleźć w fotelu
12
Myśli biegną w jednym toku
Przeszkoda
Biegną dalej
opleść nie można ściany?
a można powiedzieć kocham?
kłamstwo jem na śniadanie
obiad zapijam obłudą
realizmem tchnie moja kolacja
Boże, chyba wreszcie schudnę
To nieuczciwe
Bo ja też mam życzliwych.
13
Siedzę na kanapie
Łokcie starte
Oczy przekrwione
Mrowienie przeszywa ciało
Głowa pełna ołowiu
Brązowe krzesło na którym siedzę
Robi się coraz większe
Boję się lampy bo parzy
Ludzie rozmawiają, niby o czym?
Udają
Ciekawe czy powącham róże
Dzisiaj nawet jedna mnie kusiła
Nie, nie lubię
Może jak będzie mi się chciało
Co ty sobie w ogóle wyobrażasz , że jesteś Bogiem?
Dobrodusznym?
To proszę, zapłać za rachunek.
14.
,, strata czasu”
Gówniarzem można być zawsze
Głupi ten co głupio robi
Nie
Tak
Nie
Tak
Cyk
bum
Znowu dramatyzujesz
To tylko samochód
Odsuń się od krawężnika!
Nie mam czasu z Tobą rozmawiać
Nie lubię takiego powietrza
Co za rozkosz z Tobą rozmawiać
Naprawdę się spieszę
Zostawiłam zamknięte drzwi
15 ,, sztuka”
Sztuka polega na umyśle
Wyzwolony instynkt samoobrony
Otworzyły się drzwi
Nie spodziewałam się
Wszedł
Boże jaki on wielki
Poczekaj tylko się ubiorę
Co ja robię?
Rejestrował jak kamera
Spotęgował strach
Malowałam wtedy drzwi
Mówiłam spokojnie
Uciszyłam w nim bestię
Jestem wyrocznią
Ode mnie zależy , czy on ją zabije
Co mam powiedzieć?
Będę przytakiwać
Nie mogę zignorować
Bo będzie to ostatni dzień w którym umyłam szklankę
Proszę, żeby wyszedł
On woli coś innego
Nie mogę krzyczeć! Będę ofiarą
Nie mogę być słaba
Podświadomość każe
Ja przetrwam
Wymienię zamek
Zapiszę się na karate
wygrałam
16
,,opór”
Kiedy pragnę, jest pięknie
Szkoda mi momentu gdzie uciekają ideały
Walą się mury
i pył wchodzi do oczu
nie kupiłam chusteczek?
Nie, odporność jest na miejscu
Powinna być.
Nie chcę więcej,
Chcę ciekawiej
Nie chce chciwiej
Chcę urozmaicenia
Nie chcę
Zwykłego chleba
Być może on jest podstawą
Ja nie chcę
A to –nic- to nie zależy ode mnie
Gówno prawda
Nie mogę się buntować
Bo muszę się kłaniać się konwenansom po pas
I kłaniam się zatopiona w drwiącym uśmiechu
Buduje mój dom
Ignoruje Cię
Przyznaję się do tego, nie z winy z parszywego obowiązku
Ty nic nie wiesz
Wracaj do śmiertelników.
17
zaprojektuję okładkę dla duszy
głęboki łyk piwa
zjadłabym omleta
ciekawe co dzisiaj wymyśli
jestem sterem czy statkiem?
To on tak chciał
Czy go nie ma?
Jeszcze jeden łyk, nie dla ugaszenia
Dla rozpusty
Głęboka myśl
Jak zwykle śmieszy
Pojebane myśli
Nie bój się
Nie czuj się oburzony
Przecież myślisz tak samo!
Nie będę śpiewać do kamery
Jeszcze jeden łyk
Nie,. Nie jestem zestresowana
I nie pragnę twojego towarzystwa
O nic Cię nie oskarżam
Ja jestem zgorzkniała?
Wyjdź
Poczekaj...... podaj jeszcze jedno piwo
Idź do kina
żyj kolorowo
18
nie chcę uśmiechu
Bo zraziłam się kiedyś do jednego
Do serca podchodzi się jeden raz?
Tak bardzo boli cię sumienie
To przegryź sobie cierpienia
Rozszarpie cię jak szakal
Zabije wzrokiem
Nie podchodź gdy jestem w towarzystwie
Te pieniądze wsadź sobie w dupę
Albo poczekaj
Zeżryj je
No i znowu nie ma blaszanych narzędzi szczęścia
Dzisiaj posmucę się w domu
Zabije cię za ten los
Poczekaj
Idę wyjąć mój uśmiech z lodówki
Smutek oddaje Tobie
Przecież nie lubisz odbierać go Ludziom
Żryj
19
Nie dali mi czasu
Zawiesili gdzieś w próżni
Stapiam się z gwiazdami
Wiem że zgasnę
Znów bawisz się w pesymizm
Blok czasu, który mi wyznaczyli
Gryzie się z moim charakterem
Albo albo
Wiesz jak byłam młoda
Szłam z człowiekiem za rękę
To co wtedy powiedziałam
Zapamiętałam do dzisiaj
I nie błagaj mnie już więcej ,nie dam Ci wiatru ani wody
Mogę odsprzedać Ci zaletę
Za
chwilę nie myślenia
Po co oni mnie tak dobrze uzbroili?
Żebym ścierała się na drodze życia
Jak dojdę
Powiedzą – no –odkupiłaś się-
Ja powiem – tak na Ziemi przecena, przeceniłam swoje ja
20.
to tajemnicze przywiązanie nie pozwala mi spać
nie kocham cię, chcę złapać cię za rękę
tylko o tym marzę , ale nigdy tego nie dostanę
jak trup wysycham, kołatają tylko te niedobre myśli
błagam magnetyzm, nie , ciekawie, kurwa, niemoc, użądliła mnie, puchnę
do kogo mam się zwrócić o pomoc? do słabych charakterów? nie żartuj mam już dosyć komedii.
21
nie obrażaj ich publicznie
bo tego nie chcą
zęby roztopią w uśmiechu
by
zasyczeć
uwielbiam ich jad mieszać z błotem
średniowieczne zabawy
Myślisz, że jesteś odważny?
A może ,że jesteś buntownikiem? Ja nim jestem bo pisze wiersze?
Przefarbuj sobie włosy przecież nie jestem psychologiem, nie, kup tą czerwoną
Źle ci doradzam
No pewnie przecież cię nie lubię, nie jesteś spostrzegawcza, znikniesz w świecie
Żywych , wciągną cię do swego kręgu
Wtopisz się w ciało zapulsujesz zaczaruję cię
Będą mili przez chwilę oni
To na znak śmierci
Tylko zapnij kołnierzyk
Powiem ci cos do ucha ciichooo – oni nie lubią krawatów
22
zabolały mnie aluzje
a ja głupia jeszcze się przejmuję
znowu
nie niszcz myśli, uplastycznij formę ,siekaj mięso, jedz truskawki
kup sobie zeszyt w linię, wypij mleko ,patrz ! patrz tam przed siebie
no tam przyszłość chyba!
Nie??
Bo ty się urodziłeś z przeszłością
Nie zapomnij
23
,, on też wie”
Ty pozwoliłeś mi cierpieć
wspominam Cię
Znienawidziłam ta przyczynę, Twoja dusza była bliska mojej
Dlatego Twoje odejście spotęgowało pasmo moich cierpień
Żaden cierń, żadna łza zabrałeś kawałek wiary mimo braku ideałów
Wbiłam się w ziemie jak pal
Młoty tłukły moją głowę
Darła się cała dusza myśl nie tamowała łez brakło mi złości na tego , który pozwolił ci odejść
wszystko pamiętam
wycieczkę a potem czarny sweter
różę, na której zaciskałam ręce mimo bólu
spuchnięte oczy
blask słońca
tak się nazywaj bo dalej Cię szukam
25
nie bajki ale skrajność czasu wymierza czasochłonny ból
żadnych morałów, wiem swoje umiem liczyć do dziesięciu w każdym piasku kwadratowy skarbiec milion drąży miliard
nie myśl, przemyślenie skazuje
nie wariuj , nie odliczaj ksiądz kazał, bo cierpi bardziej
zapomniałeś?
Dobrze, kupię ten rowerek pamiętasz.. ja jak przez mgłę łańcuch zawiązany na supeł próbował
Ale nie zmącił myśli ja chciałam cię zatrzymać
Ale ten rower nie miał hamulców.
Ty twierdziłeś inaczej.
26
x lat temu co ja wtedy wyczyniałam?
Teraz przysięgam nigdy bym tak nie zrobiła
Nie, nie zamieniłabym osobowości
Zamiast bezy- galaretkę tak bym zrobiła
27
- nie chcesz? Już godzina druga teraz oni jedzą obiad
- nie chcesz? Już godzina czwarta teraz oni oglądają telewizję
- nie chcesz? Już godzina piąta chcesz? Mały chłopczyk wygląda przez okno
- Nie chcesz? Już godzina szósta
Jak u Niego byłam Tysiąc razy zadawał mi to pytanie
Jednak nie chciałam wrócić na ziemię
Puścił nie wolno
28
serduszko wykrojone
barwnik już wybrany
parametr
rozgłos
trzeba chyba krzyku, reklamy? -podrapał się w głowę
Tak
Teraz każdy nosi koszulki z taaakmi wielkimi sercami sama widziałam w telewizji!
Tak w reklamie!
29
jak otworzysz tę książkę
tak tą!
Teraz na 50-ta stronę
Przeczytaj drugi wers od końca
Nie od dołu! Od końca!
- tam jest tylko kropka
- przeczytaj od końca kiedyś zrozumiesz.
30
Skulona, szlochała małymi perłami
wargi
Rzeczywistość zaszła mgłą a oni parzyli
-co ona płacze?
Nie wierzyła usiadła na małym liściu trochę szacunku! Krzyczała
Rzucili w nią butem, nogi miała brudne twarz niedomytą
bardzo się starała kupiła trochę promieni
bujała się na liściu w górę i w dół
rękoma oplotła kolana brodę przycisnęła do piersi sukienkę z białej pajęczyny
noc
ona znikła a oni nie mieli już butów
31
jak nie rozumiesz to dalej nie idź nie jedź , to droga dla ludzi a ty? Starasz się , nie wierzę , perfekcyjnie zatuszowałeś, poczekaj , zwolnij teraz nie jedź wiesz trochę mi zaimponowałeś poczekaj telefon- tak.. tak dziękuję zatrzymaj się masz fałszywe prawo jazdy
32
ciasto to moja dusza
mąka to twój charakter
woda to woda
cukier, nie chcesz cukrzycy?
No to zapach
On pozbawia orientacji
Kurwa
Znowu nie ma foremki
33
liniami nakreślony stał u progu kariery , ostrożnie się rozejrzał rozdał uśmiechy
tupnął lewą pomachał prawą chuchnął brawa! oklaski !otrzymał kwiaty
laską poprawił cylinder popatrzył na zegarek już czas, czas zejść ze schodów jeszcze raz się uśmiechnął nic nie zauważył żadnego aplauzu
zaczął się rozglądać, zdenerwował się ; w porządku
pomachał
już czas niestety spadł . brawa! Okrzyki! Tłum szalał
34
usiądź na krześle pomaluj na zielono ścianę
oddychaj
obraz przed oczami dopadło cię
spokojnie
kwadrat w którym siedzisz , obraca się
nigdy nic nie zrozumiesz
uważaj , krzesło nie ma jednej nogi
musiałam wystrugać statuetkę dla naszego stwórcy
***
żegnaj powiedziało mi już z tysiąc osób
w siatce wstydu gniłam
tęsknota wyrządziła krzywdę
urodziłam myśli przywódcze
fałszywy alarm
zmiótł współczucie w kat zapomnienia
urosłam jak krzak cierniowy
wdałam się w
Grę ustaloną
***
stałam na wysokich butach hej ! –wołałam
w ręku lornetka
świat
oddychałam roślinami, patrzyłam niebem świat!! -krzyczałam kupiłam sobie szczudła żeby być ponad tobą rozganiałam chmury
zgubiłam lornetkę
szczudła połamałam
pomóż !- wołałam
nic.
to nic.
wstałam. na połamanych nogach utonęłam w piachu kręciło się w głowie dotarło do mnie – nie dam rady , szare gałęzie zagrodziły mi drogę
a ja po prostu wstałam
kupiłam szczudła lornetkę hej!
Nigdy już tak nie krzyczałam.
***
byłam już wszystkim
bębnem
dziwką
korą
polowałam na myszy
bili mnie
ścigałam się po spalonych łąkach
jadłam żuki
nie jestem przecież wybredna
byłam białą kartką , czarną kartką, w linię, w kratkę
byłam w Chinach, kosmosie, dżungli
Twoją wyobraźnią, myślą , dotykiem
Ulatywałam gdy zaczynałeś mówić
Echo odzwierciedla moje zainteresowanie kamień przepadł z kretesem
Byłam też motylem
Chciałam być tylko człowiekiem
W żadnym wypadku mi się nie udało
***
podała mi kielich , zwyczajny kieliszek oblizała wargi niby utonęła w marzeniach
on- chciał się napić
ona- w to nie wierzyć
byle podać mu kielich
byle tam było
nigdy jej nie olśniło
przyniosła
nieszczęśliwa była do końca
***
nadzieja to już nie moje imię , pochopność to już moja zaleta, byt to nie wada
w otchłani rozpaczy pomyśl, że myśleć nie wypada
działaj nic nie robiąc
jak znów się objawi
poskarżę się na sklepikarza
osobowość każe mi pamiętać
***
ulica, zaklęte miejsce
przesycone myślami, brudną wodą , hałas, kot, mrówka
wszystko wniknęło głęboko
w mur wrysowany jest czas
rzeźbię dłutem ból, dochodzę do kości
ona świętuje niedziele przystroiła okno
umyła stół
ja kopnę kamień
żeby tylko mrówka mogła pod nim przejść a kot przeskoczyć
ona niech się potknie niech świętuje niedziele
zazdroszczę jej czy ona jest w ogóle człowiekiem?
Ona wierzy w niedziele.
***
zapadam się
czarna kanapa rozstąpiła się
nie zdążyłam machnąć ręką
ale ja wiem jak tam było, nic nigdy ci nie
Powiem
***
Genialnie zaczęłam dzisiaj dzień
Nie od papierosa
Od tjaniny
Chodząc
Uśmiechnęłam się
W przeciągu sekundy spadł na mnie ciężar sufitu
***
widziałam dziś naburmuszone pajęczyny
dmuchał dziwny przypadek
rdza odpadła od mostu, rzeka dziwna i mało jej było
czy to zależy od humoru?
Mogę przeczuwać , nie wiem na pewno, trawa nie szumiała
Ludzie się spieszyli wszystko się popsuło
***
Nie kochałam twojej fizyczności nie rozumiałam pustych słów wątpliwych
Kochałam wsmuklenia marzące
Dlaczego. Wykreśliłam niebieską linią
Odejdź , wyjdź nie podchodź przed czasem zawieszonym
Nie zabruździaj się w duszy smaglącej nienawiścią.
Ja
***
chciałabym się przechadzać w długich kolczykach
po londyńskich ulicach
z miną wiekową parskać na żetonowe melodie
mrugając wystarczająco bystro
od blasku butów wyświeconych
za sobą ciągnę tiulu moc
i taką będą mnie pamiętali spamiętując tamtą noc
wrzosowym zapachem przesiąkniętą.
***
przez szpic brudnych kondygnacji
świeżych koszul szarpanych
nakłutych rządzą czarnych szpilek wbitych
prostota urzekająca niebieskość koloru
wnikliwość podkreśla kontrastową jakość
nie zyskujemy dezaprobaty
boimy się skutku fatalnej przyczyny
boję się wędki trzymać
***
jednostką kreuję ruch ręką ratujący mnie
skokiem przeskakuję ciszę
widzę mimo niewiedzy
zapatruję w uniesienia
uwielbiam być szczęśliwa namiastką zaraz przecież wracam w dziurę stopioną
niepojętą i krzyczącą o pomstę
Domaganego ulepszenia.
***
nie chodzi mi nawet o nic wzniosłego
byleby źle nie zapisało się w pamięci
trwałe może być z naszym wysiłkiem I
żadne własne wahania
zdania oddzielne lecz zbliżające
mądrość pozwala iść pomału do celu
wielkość zamiaru czasem topnieje
nigdy nie wiadomo nic
chcę bo próbuję nie ma nic idealnego dążyć = próbować
cieszyć się nami,
dlatego dzień nie jest stracony
nie powiem nigdy
ciekawe jaka to droga?!
***
jak taśmociąg
lecą wydarzenia, które nic nie znaczą , Coś wspólnego z niczym a
może
waham się
bujam na nitce
Irracjonalności
Potępiam wstyd niemy, głucho słyszę twój szept
Nie chce być odpowiedzialna
W co my gramy?
Sierpień 2001
Teraz kocham życie
Tę małą tęczówkę
kocham
kocham
kocham
Wierzę we wszystko
Kocham
Czuję szczęśliwość
Naprawdę kocham!!!!!!!!!
Październik 2001
jesienno nie
chłodno pomysłami tak
i co przebija to niemoc w naturalnej potrzebie
A szkoda
szkoda
***
cisza zupełności
prawie świadomość
wrażliwość na światło
niemy zachwyt
znowu postanowienia
piękna niechęć
morałów, przepisów brak
I zastanawiam się w ciszy
I nie dam rady
I nie chcę
Zazdrość tylko ona mnie niszczy
Listopad 2002
eksponuję obłudę tępym zachowaniem
tęsknię mimo wszelkiej woli
i znów co z tego że kocham
nadzwyczajnie brzmi muzyka
rola skojarzeń pozwala przyswajać
uczucie
zatracenie mimo odległości
możliwe jest wierzę w to
zbieżność dźwięków
wytwarzana w wyobraźni
piękne kolorowe obrazki zakochanych
Listopad 02
okoliczność chytrej zawziętości
pozwala cierpieć
pragnienie silne
żyję szczęśliwiej
bo kocham Cię
już nie sprawiasz mi bólu
bo cię kocham
Kocham Cię i Ty mnie kochasz
***
Kwiecień
Dziwność
Splot
Zła warstwa niepotrzebnych sztuczność w instynktach
Poker
Nigdy nie grałam z nim nawet w pokera
***
odwagi szepnął mały drwal ,,O”
dziwnie spajęczony kąt
mała droga
i wydłużona postać z kreskówki
czarne kuleczki w oczach
cały czas wydłużony ryj
spięte włosy brzydkie i gapi się
mechaniczna nicość szarość i ona
nie dźwięczna
apeluję! Do wszystkich aby byli mili
groziła małym paluszkiem w trójkątnej spódniczce czerwonej groziła tak,
uśmiechała się
cięcie ciemność, potem mrok
ranek rosa krople błyszczące
ucięła kwiatek mokry dmuchawiec
biała ciecz spływa i to odcięcie
puk!
Taki łamany głos o poranku
Milutkie są ranki przyrodnicze
Kocham świat rano o poranku
Boli! Znów wraca wspomnienie. Szarzeje . Grom jak chce też robi brr
I nie jest wesoło i nie byle do ranka
I nic nie chcę
Uśmiecham się , mam ładną czerwoną spódniczkę
Maj 02
Biegła cała rozogniona
I cała z mgłą biegła
Poświatą osobistą
Urokiem wrodzonym
Dlaczego taka lekkość chwili?
Powabne skoki
Łąki nikt nie widzi
Wiotką łunę roztaczała
I albo w ogóle się nie potłukła
***
wioska
z perspektywy kosmicznej
nie wiem gdzie leży
małe izotopowe słomiane
dziecko
ma dwanaście par wyimaginowanych bucików
i sto dwa kabriolety
16.07.02r
czy szczęśliwość uszczęśliwia
czy do szukania lepszej szczęśliwości zmusza?
Bo pamiętam
Albo sobie po prostu wyobrażam
Ciebie pięknego
Bardzo mnie podniecasz
Bardzo mnie do tego zmuszasz, żeby szukać Cię w myślach I wyobraźni
Żeby tęsknić na siłę
Żeby nie zasnąć spokojnie
Żeby czasami się kłócić
To przez Ciebie
Albo przez moją nieuczciwość
Albo przez tamte światy przeplatane
Albo jest we mnie kilka dusz niespełnione , ambitne, szukające
Nie udania Tamtego
zapomnę
przecież pamiętam bo zapomnę
że pamiętam
***
lipiec
błękit stołu a na nim
Smutek i Radość
wokoło szum splatanych nici
chyba wspomnień i marzeń
ogromna siła bycia tkwi w musie? Czy w celu dążenia do panowania?
Może w zwykłym byciu tkwi sens bycia? Może trzeba się nauczyć bycia z innym byciem i tworzyć wspólne bycie? Sensowne z przypadku
Wartościowe z istnienia
Mądre z wyboru
Ryzykowne dla Nie poznanego itd. Bo siła w radości bycia to mądre z wyboru i Ryzykowne dla Nie poznanego.
lipiec 2002
słodkość rozkoszowania się w zwykłości
pewnie niegdyś niemożliwe
spokój
lęk przyszłościowy skośny
nie niepokoi
a może ja się trochę oszukuję?
lepkości
wspaniałości
I miłości
I jabłonek
,,Nieroztropności”
cienki, gorzki próg
amen rzekli panowie
amen
a na nic to gadanie
do ogrodu idziemy
***
koniec sierpnia
,,szparag”
Ciepło irytuje moje pragnienia
Co do odczucia potrafię symulować
Czego mi brakuje?
Innej świadomości
Tęsknię i bronię
Kocham już tylko z poświęceniem
Szukam doskonałych na strychach zgniłej wolności
Fałszywa zbieżność wcześniejszej bierności
Dopełnia moją codzienną litanię
Spokojnie bez zniszczeń
Czas dobry prowokuje mnie w niemocy
I tak zrobię jak krew płynie
Jestem sama idealna
Celu nie zetrze żadna chwila
Pamięć uodparnia, potem boli już mniej
***
dziś nic cicho
cicho
setki razy nic się nie udało
dziś akurat
dziś
sto sto sto razy nic się nie udało
***
bez instynktów bez pesymizmu
całkiem raźnie
kocham niepewność nurtującą
widzę siebie w różnych miejscach
Rolach
Piękne
Oczy wesołe
Fenomen świadomości
Piękny wesoły
Wierszowanki
listopad 2002-11-06
,,czekam”
W uścisku melancholii
Całe miasto przeszłam
I brakowało ciągle czegoś
Czego ? Cholera jasna i ciemna !
Prawie jestem na progu tego Przekonania
Co złe
Czego zrobić nie powinnam
Kogo kochać
Kogo szanować
Z kim kochać się rano
Do kogo nie pyskować
Do kogo nie robić głupich min
Jak ja nie lubię tych swoich min!!!
Cicho już
,, Czas”
Dopóki czegoś chcę
To sobie marzę
Ale wcale nie cicho
Gniewam się na przykład
Nie odzywam
Durnieję
Jak małe dziecko , które czegoś nie dostało
Nie ma to jak dziecięca durnizna
Dlaczego brak mi tego posuwistego kroku
Dlaczego macham niedbale
Na nieudane
I nie podejmuje żadnych trafień w dziesiątkę
Bo głupia jestem i tyle
I tu zaczyna się moja przemiana.
***
17.11.02r
Ciekawe czy uda mi się spełnić
Istotną rolę
Wytrwać w przekonaniu marzeń
Bardzo kochać Potrzebuję
Muszę się zadomowić z własnym ego
Albo stworzyć coś na miarę własną, coś co pozwoli na mniejszy wysiłek
Agresji
Prowokacja ?!
Tej czy innej brak albo czekać nie lubię
Nie przychodzi siła tworzenia sama. W Krainę bajania
Tam gdzie kolorowe kwiaty z drewna
Rzeczna czekolada i kawałek kolorowego asfaltu
I kolorowiej czy lepiej czy jak inaczej?
17.11.02r
Przy okienku mała dziewczynka
Zapatrzona w drzewko
Wietrzyk
Pani woła przedszkolanka
Ona wróci do patrzenia
Na drzewko
I wietrzyk będzie
I pani znów zawoła
17.11.02r
Apetyczny kłos na widoku
Pełne miękkie usta misia wędrujący przygodnik
Kochające słońce
I on wędruje w zwolnionych podskokach
17.11.02r
Kocham orgazmy
Nikt nie przyniósł mi śniadania
Znów uporać się muszę z dniem
Nauczyć efektywnie medytować
I udawać, że robię to z Nim.
28.12.2002
Na spacer z Niechceniem
Z Nieprzyjaźnią
Z Wykończeniem
Z resztą nienawiści
Z pamięcią
Ciekawe jak z tym żyć
I dżdżownica
I kawałek patyczka
I obdarty śmietnik
Wyobraźni
I kawał Niespełnionych Marzeń
Niewygodnie
Czy ja mogę chcieć Innego Kontynentu
Lipiec 03
W plastikowym zaróżowieniu
Wyższej szarości
Osobliwości
Kawałek nic i Dzbanka wód
I nic nie ustrzegło Go przed strachem Końca
Bałeś się kiedyś bogactw doświadczeń?
Rozumiałeś reakcję iskier gdy ona tu była
Dawno to wszystko się działo
A każdy dzień bliżej strachu
Emocji
Bez Emocji
Prawdy
Najprawdziwszej
Lipiec 03
Na twardym kanciastym Parapecie
Kwitnie lekki łagodny kwiatuszek
Owal czerwieni zgina go do dołu
Ocieka ciepłym seksem
Obok stoi słonik z porcelany
Biały. Bielusieńki
Metalowa konewka z wygiętym dziobem
Świecąca, smutna zawsze dumna
Listki oplatają
Donicę oplatają
Koloru cegły ceglastej z wyrzeźbioną weń kokardą
Patrzą za okno na przestrzeń
Jako taką
Na drzewko starannie przycięte
Ślicznie
Bezwietrznie
Pod oknem kamienie owalne
Białe bielusieńkie
4.11.03
nie ma czasu. Nie ma tej sekundy. Nie ma czasu. Nie ma moich myśli przed sekundą. Nie ma czasu i nie będzie Ciebie przed i po sekundzie. Nie ma czasu. Ja nie mam czasu. Nie mam czasu przed i po sekundzie.
30.11.03
niech spadnie dwa i pół miliona płatków
niech poczuje ich puszystość
nich będzie mi dane otulić się świątecznymi emocjami
niech na metr kwadratowy spadnie dwa i pół miliona płatków
i niech mój mózg zarejestruje tą biel kokosową niech,
się pyszni , niech skacze w zwolnionym tempie do źródła
Radości.
Styczeń 2004-01-04
I koniec z opcjami możliwego zapomnienia
W nawias kwadratowy łowię marzenia i upycham do marzeń przyszłościowych.
Dlaczego mam duszę szukającą wszelkich wrażeń
Czy potrafię umrzeć na wojnie
Wiecie że nasza miłość wyblakła
A torped na Sylwestra było 22.
I pies mój mnie słucha i kocha i rybka podpływa wiernie
Tylko ja niespokojna szamocę się wśród emocjonalnych fal.
Marzec 2004 –03-12
Dziewczyna ze mnie Niesforna i Głodna Twojej szczerości
Spragniona iskierki w oku
Takiej najukochańszej.
Kwiecień 2004-04-17
Kocham mieć chwilę nieświadomą
ZADZWONISZ?
Tak, żeby wiedzieć co dzieje się w Twojej głowie, gdy patrzysz na mnie spod przymrużonych powiek
Tak żeby wąchać uczucie waniliowym zapachem
Czuć drganie i piękne kochanie
Marzę i dyszę
Piękne masz oczy
Widzę twoją duszę.
Koniec maja
Kochać się z nim w namiocie
Nie być zawistną ani razu
Mieć piękną gładką cerę
Wypalić całą paczkę
I jeszcze raz się z nim kochać. To niemożliwe
On mnie nie pragnie.
On ma inną, a może nie, może napiszę tak jak mi się podoba
Może on mnie tak kocha
Sierpień 2004
Nie udam się w zaplanowane bo chcę czuć się tak jak dziś rano
Tak pięknie i pogodnie, tak niezobowiązująco.
Niby niemożliwe, a jednak
Bezpieczne granice bezgranicznej rozlanej miłości
tak jak atrament ,tak jak wosk
uformowany kształt marzeń i radość
i dojrzałość frasobliwa
i piękny kwiat czerwonego oceanu uczuć
zapach nieskończoności przykryty pluszową bielą niewinnych pragnień o wieczności
ból rozłąki, dojrzałość spełnienia raz jeszcze i pełno myśli niesamowitych
tyle jeszcze nieodkrytych ziem, tyle szczęścia i obiadów
tyle niezwykłych dni
i pamiętam
że zawsze tego właśnie chciałamJ
,,SIERPIEŃ INNY”
DUŻO UPŁYNĘŁO CZASU ZANIM ZROZUMIALAM SIEBIE
WIELE PRZEŻYC CIERPKICH MUSIAŁAM SMAKOWAĆ NIE SZCZĘDZĄC ŁEZ
JAK JEST DZIŚ
CZY NA PEWNO WYSTARCZY MI CZASU ŻEBY NIGDY NIE ZAPOMNIEĆ ANI JEDNEJ SEKUNDY
SPĘDZONEJ Z TOBĄ?
CZY WYSTARCZY ŚWIATA ŻEBY OBJĄŁ POTĘGĄ I ZAPAMIĘTAŁ NAS?
W KAŻDEJ CHWILI JESTEM INNA
CORAZ BLIŻEJ CIEBIE ,CORAZ BLIŻEJ NAS
I KWIATY KWITNĄ Z TWOIM UŚMIECHEM
I TWORZY SIĘ ŻYCIE ZNANYM NAM TYLKO RYTMEM.
I KOCHAM KAŻDE NIEPOWODZENIE, BO TERAZ ZŁY CZAR ZNIKA BEZPOWROTNIE BO JESTEŚ
I ZA NIESAMOWITOŚĆ SMAKU NASZEJ MIŁOŚCI
JESTEM W STANIE PONIEŚĆ NAJSŁODSZĄ POKUTĘ
,,MILA”
DWOJE LUDZI
ZWYKŁYCH
CO TO ZNACZY?
ZWYKŁOŚĆ MIESZA SIĘ Z LIŚĆMI, Z ZAPACHEM JESIENI
CZY ŚWIAT JEST NICZYM?
CZY NIC JEST ŚWIATEM?
A CO ZE ŚWIATŁEM W MOJEJ DUSZY?
A CO Z SIŁĄ?
A CO Z NAMI?
CZY ZWYKŁOŚC JEST NIEZWYKŁA BO JEST NIC?
COŚ WIEM I WIEM ŻE JESTEM SZCZĘŚLIWA
,,WYSPA”
KAŻDEGO DNIA PŁYNĘ NA MOJĄ WYSPĘ
ODDALAM SIĘ OD NICH I PŁYNĘ
ODDYCHAM KOKOSOWYM POWIETRZEM I OBLEPIA MNIE MOKRY PIACH
ODDYCHAM GŁĘBOKO I NIE SZUKAM BUTELKI
Z WIADOMOŚCIĄ
PRAGNĘ ZASNĄĆ W RYTM TWOJEGO ODDECHU
,,TO DLATEGO’’
DLATEGO NIE JESTEM BO MAM CIEBIE
DLATEGO ISTNIEJESZ W MOIM UMYŚLE, SERCU
WYPEŁNIASZ MNIE JAK ŚWIATŁO ,JESTEŚ PRZYSTANIĄ I TYM WIATREM KTÓRY ZAWSZE MNIE WITA
UWIELBIAM TO
SPIENIONE FALE I NAS I TO PIĘKNE UCZUCIE SPEŁNIENIA
WIESZ JAK CUDOWNE JEST BYĆ PTAKIEM?
PRZESZYŁ MNIE DRESZCZ
NA WSPOMNIENIE TWOJEGO POCAŁUNKU
UWIELBIAM CIĘ
,,NIEŚMIERTELNOŚĆ”
GDYBY NA PRZYKŁAD CHCIEĆ SPOTKAĆ WYMIAR NIEŚMIERTELNOŚĆI
GDYBY NA PRZYKŁAD Z NIM ZWYCIĘŻYĆ
ILEŻ NIEPOTRZEBNYCH BYŁOBY MIŁOŚCI
ILE KŁÓTNI PIEKIELNYCH WIĘCEJ?
JAK WYKORZYSTAĆ CZAS KTÓRY NAM ZAOFIAROWANO?
JAK MAM POWIEDZIEĆ ŻE KOCHAM CIĘ NIEŚMIERTELNIE?
KONIEC SIERPNIA
PEŁNA POZYTYWNYCH ENERGII WTŁACZAM W MYŚLI JEDNĄ MYŚL
ILE RAZY NAUCZYSZ SIĘ MNIE
CZY POZNASZ PO ZAPACHU?
CZY KIEDYŚ POZNASZ ŻE WALCZYSZ Z EGO?
CZY ODRÓŻNISZ MNIE OD STU TYSIĘCY INNYCH KOBIET
CZY MASZ JAKĄŚ ODPOWIEDŹ NA TO
CIESZĘ SIĘ KAŻDYM DNIEM I TY TO ZROBIŁEŚ
KONIEC SIERPNIA 2
DRZEWA PRZESŁANIAŁY MI ŚWIAT
NUDA BYŁA PRZEOKROPNA.
SZUKAŁAM WRAŻEŃ A RACZEJ JEDNEGO
JAK NAKRMIĆ TYLE SMUTNYCH WSPOMNIEŃ
JAK UŚMIECHNĄĆ SIĘ ZNOWU ,
PRZY ZACHODZIE SŁOŃCA DZIĘKOWAĆ ZA DZIEŃ?
NIE WIEDZIAŁAM
DOPÓKI LOS NIE PODAROWAŁ MI CIEBIE.
,,CZASAMI”
CZASAMI MAM OCHOTĘ GDZIEŚ UCIEC
ŻEBY POZNAĆ TWOJE MYŚLI
SAM NA SAM TY I JA
W WYŚCIGU JA ZNAJDUJĘ SPOKÓJ BO JESTES MOIM ŚWIATŁEM
WRZESIEŃ 7-04
CICHO JUŻ JEST
JESTEM SPOKOJNA
CAŁKOWICIE WYPEŁNIA MNIE WOLA PRZETRWANIA
CHCĘ SPEŁNIENIA
DZIŚ ZAMYŚLIŁAM SIĘ NA CHWILĘ
JUŻ ZA PÓŹNO NA PRZESZŁOŚĆ
JEST INACZEJ I NIE MOGŁABYM WRÓCIĆ
I NIE POTRAFIĘ BYĆ SMUTNA
COKOLWIEK SIĘ STANIE PRAGNĘ BYĆ SZCZĘŚLIWA
I ŻEBYŚ TY BYŁ SZCZĘŚLIWY
WRZESIEŃ 12.04
MIJAJĄ SIĘ KOLOROWE MOTYLE
ICH LEKKOŚĆ ZAKREŚLA MALUTKĄ PRZESTRZEŃ INTYMNOŚCI
W CZARZE TAJEMNICY ODGADUJĄ SWOJE CICHE PRAGNIENIA
JAK TO JEST MOŻLIWE ?
,,ŁAŃCUSZEK”
W NIECODZIENNYM STYLU NAPADAJĄ NAS MYŚLI
TROPI ROZKOSZ NIEBYWAŁYCH ZDARZEŃ MISTERNIE UKŁADANYCH KLOCKAMI WYOBRAŹNI
W CICHYM SZEPCIE ROZDZIERA SIĘ MÓJ KRZYK ROZKOSZY
KIEDY SIĘ DO CIEBIE PRZYTULAM I CZUJĘ NAS
WTEDY JESTEM
WRZESIEŃ
PRZEZ CAŁY CZAS COŚ UDOWADNIAMY
PRZEZ CAŁY CZAS SIĘ KOCHAMY
CZASAMI SPRAWIAMY SOBIE BÓL
LECZ ZAWSZE SIĘ KOCHAMY
DZIŚ CHCIAŁABYM CIE PRZEPROSIĆ
ZA TO ŻE TAK GŁUPIO WYSZŁO
PRZEPRASZAM
KOCHAM
,,ODDECH”
TRACĘ ODDECH KIEDY JESTEM W TWOICH RAMIONACH
UWIELBIAM KAŻDĄ SEKUNDĘ Z TOBĄ
JESTES MOIM WSAPNIAŁYM ŚWIATEM
W TWOICH OCZACH JEST TO CZEGO PRAGNĘ
I UTNONĘŁAM W NICH
JESTES CUDOWNY
I TAKI POZOSTAŃ
KOCHAM CIĘ SERDUSZKO
,,KWIATEK”
W DOTYKU I WIRTUALNEJ OTCHŁANI NIE POTRAFIĘ POCZUĆ SIĘ BEZPIECZNA
STARAM SIĘ BYĆ W TWOICH MYŚLACH CODZIENNIE
BEZ WĄTPIENIA CAŁUJĘ SIĘ Z TOBĄ MAGICZNIE
I PODNIECA MNIE KAŻDA ABSOLTNIE KAŻDA SEKUNDA TWOJEGO ISTNIENIA.
PRZESTRZEŃ WYPEŁNIONA CZERWONYM EROTYZMEM
CZAS W KTÓRYM JEDNOŚĆ JEST NIEZAPRZECZALNA I ISTNIEJE
MIJAJĄ SEKUNDY
PULSUJESZ WE MNIE
DAJESZ MI SIEBIE CAŁEGO
PRAGNĘ CIĘ JESZCZE WIĘCEJ
PRAGNĘ POCZUĆ CIĘ WSZYSTKIMI ZMYSŁAMI
JEŻELI SZCZĘŚCIE MA JAKIŚ WYMIAR
ZNAJDZIESZ JE W MOICH OCZACH
BO SPRAWIASZ ŻE UŚMIECH ZACZAROWAŁ MNIE NA ZAWSZE
jakub
Jak w muszelce, jak w niebieskim wymiarze
Dotykam Cię i czuję jak pokonuj odległości,
Jak umiem i chcę
Jak doceniam i kocham
Nauczyłam zdawać sobie z nas sprawę
Jesteś piękny gdy kochasz