TEKTUROWY KARTONIK EMOCJI
Wczoraj miałam urodziny. Nieważne. Nie mam faceta. No po prostu. Ale czy to takie straszne jest? Chyba nie, prawda? Moja koleżanka jak się upiła szampanem XXL- owskich rozmiarów, to powiedziała, że ona tylko ma męża, bo co do szklanki ma mówić? Z obrazem iść do kina? No niby nie, a jednak mam jakieś zastrzeżenia. Nie potrafię się zmienić. Piszą wszędzie, że w takim wieku to najlepiej urodzić dziecko, żeby nie było pokrzywione i było najzdrowsze na świecie, potem już szanse maleją. No mam inny pomysł trochę. Zetnę blond włosy, zafarbuje na rudo, przysięgam w końcu to zrobię! I zetnę włosy na jeża. Przysięgam. Uwielbiam miękkość swojego szlafroka urodzinowego.
Dziś się bardzo ładnie uśmiechnęłam do pani u zegarmistrza. I to było miłe uśmiechać się do siebie. Kupiłam też świeczkę w końcu do tej cholernej medytacji. Zrobiłam sobie kompres z herbaty czarnej. Na oczy. I boli mnie trochę rana po zszyciu. Wycieli mi pieprzyk i pękły szwy i się trudno goi. Durnie jakieś. A ja przez ten cały czas trenuje cierpliwość i silną wolę. Jestem silną kobietą i wiem, że w końcu uśmiechnie się do mnie szczęście. Dziś znajoma, artystka, ofiarowała mi przepiękną chustę japońską. Ucieszyłam się, prędzej z gestu niż z prezentu. Kocham takie gesty. Acha mam swój talizman. Wytatuowałam sobie motyla na plecach na szczęście.
No comments:
Post a Comment