Sunday, 28 November 2010

Tekturowy


TEKTUROWY KARTONIK EMOCJI

Wczoraj miałam urodziny. Nieważne. Nie mam faceta. No po prostu. Ale czy to takie straszne jest? Chyba nie, prawda? Moja koleżanka jak się upiła szampanem XXL- owskich rozmiarów, to powiedziała, że ona tylko ma męża, bo co do szklanki ma mówić? Z obrazem iść do kina? No niby nie, a jednak mam jakieś zastrzeżenia. Nie potrafię się zmienić. Piszą wszędzie, że w takim wieku to najlepiej urodzić dziecko, żeby nie było pokrzywione i było najzdrowsze na świecie, potem już szanse maleją. No mam inny pomysł trochę. Zetnę blond włosy, zafarbuje na rudo, przysięgam w końcu to zrobię! I zetnę włosy na jeża. Przysięgam. Uwielbiam miękkość swojego szlafroka urodzinowego.
Dziś się bardzo ładnie uśmiechnęłam do pani u zegarmistrza. I to było miłe uśmiechać się do siebie. Kupiłam też świeczkę w końcu do tej cholernej medytacji. Zrobiłam sobie kompres z herbaty czarnej. Na oczy. I boli mnie trochę rana po zszyciu. Wycieli mi pieprzyk i pękły szwy i się trudno goi. Durnie jakieś. A ja przez ten cały czas trenuje cierpliwość i silną wolę. Jestem silną kobietą i wiem, że w końcu uśmiechnie się do mnie szczęście. Dziś znajoma, artystka, ofiarowała mi przepiękną chustę japońską. Ucieszyłam się, prędzej z gestu niż z prezentu. Kocham takie gesty. Acha mam swój talizman. Wytatuowałam sobie motyla na plecach na szczęście.

No comments:

Post a Comment